Otworzyłam oczy, kiedy jeszcze blade promienie słońca nie wychodziły ponad horyzont. Usiadłam na krawędzi łóżka, delikatnie przecierając zaspane oczy. Podparłam się na dłoniach, wstając z dużym rozmachem. Stanęłam nieruchomo. Przed oczami zaczęło mi szarzeć, a nogi ugięły się. Przytrzymałam się poręczy mojego łóżka. Po chwili wszystko wróciło do normy, ale dalej trzymałam się kurczowo metalowego pręta.
Po chwili stałam już przy szafie, wyciągając wyprasowane ubrania. Ze wczorajszej prognozy pogody wynika, że będzie padać... Wybrałam jakiś komplet i wyszłam z pokoju prosto do łazienki, w której wzięłam szybki prysznic i ułożyłam włosy.
Zeszłam na dół, prosto po skrzypiących, drewnianych schodach. Usłyszałam cichy głos mamy, słabnący co moment. Weszłam do kuchni, z której zabrałam swoje drugie śniadanie i nie odzywając się wyszłam z domu. Otworzyłam ciemny parasol i ruszyłam w stronę uczelni.
Weszłam do klasy, zajmując drugą ławkę. Wpatrywałam się w środek tablicy, bawiąc się swoimi ciemnymi kosmykami włosów. Delikatnie ułożyłam okulary na nosie, wstając na znak otwieranych się drzwi przez profesora. Obejrzałam się dookoła. W każdej ławce siedziały dwie osoby, śmiały się, rozmawiały. Tylko ja, mała, skromna dziewczyna z delikatnie podkręconymi włosami opierała się o krzesło samotnie...
Przyszedł czas na koniec zajęć, westchnęłam cicho, pakując zeszyt. Wybiegłam ze szkoły, ruszając w stronę domu. Deszcz zacinał w moją stronę, a wiatr falował ostro moje loki. Kiedy szłam zalanym chodnikiem, przy drodze ujrzałam pakującego się poznanego wcześniej mężczyznę do ciemnego samochodu. Nie zastanawiając się, powędrowałam przez jezdnię, stając przy znaku.
- Dzień dobry. - rzekłam nieśmiało
- Dla kogo dobry. - przerwał swoją pracę, lustrując mnie od góry do dołu. - To znowu ty. - dodał
- Taak. - przeciągałam. - Chciałabym się dowiedzieć, bardziej szczegółowo, gdzie tutaj znajduję się ta stadnina?
Zawarczał pod nosem, wrogo na mnie spoglądając.
- Widzisz te skrzyżowanie? - skinął palcem. - Więc ciągle idź prosto z jakieś pięćset metrów, a następnie skręć w boczną, lewą uliczkę. Tam jest szosa, która doprowadzi cię tam. - wrócił do pakowania walizek
- Dziękuję. - poprawiłam mokre kosmyki, spadające mi na twarz. - A jak tam pański rumak?
- To nie jest już mój koń, daj mi spokój dziewczyno! - zatrzasnął drzwi od samochodu i odjechał zostawiając na moich spodniach plamy rozcieńczonego błota z deszczem. Dzięki. Spuszczając głowę w dół udałam się do dalszej podróży ku domu.
Otworzyłam drzwi, rzucając na podłogę mokrą torbę i kierując się do mojego pokoju, w którym mogłabym przebrać się i przemyśleć wiele rzeczy. Na schodach niestety zatrzymał mnie Horhe, trzymając w dłoni kubek z gorącym napojem.
- Cześć. - powiedziałam z wymuszonym uśmiechem na twarzy
- Mogłam puścić mi sygnał to bym po ciebie wyjechał Scarlet. Cały dzień siedzę w domu czytając powtarzające się wiadomości... A wiedziałaś, że naszego zoo uciekł lew?
Przewróciłam oczami. Ojczym dał mi do ręki kubek, a ja powędrowałam na górę. Usadowiłam się wygodnie na łóżku, popijając gorącą herbatę. Wróciłam myślami wstecz do spotkania z mężczyzną. Dlaczego powiedział, że Tristan nie jest już jego? Może sprzedał go po prostu... Jutro postaram się tam zajrzeć, a na dzień dzisiejszy dla mnie to za wiele.
- Ciekawe kiedy mama przyjdzie... - rzuciłam do siebie na głos
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz