Koń dotykał nosem moich zimnych ramion. Po moich plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz. Bardzo powoli odwróciłam się w jego stronę. W jego oczach dalej wyczuwałam strach i niepewność. Znając życie to samo mógłby wyczytać z moich. W głowie roił się mętlik. Podniosłam delikatnie dłoń na wysokości jego chrap. Koń odruchowo wyskoczył do góry ponownie machając nogami, ja odsunęłam się nieco w bok, dalej trzymając rękę w tym samym miejscu. Kiedy koń stał na czterech kończynach na nowo podeszłam do niego, próbując nabyć choć trochę zaufania do niego. Wysunęłam rękę, a on ponownie chciał stanąć na tylnych nogach, ale chyba miał za mało siły by to zrobić. Moja dłoń dotknęła jego pyska, zaczęłam jeździć nią od góry do dołu, dopóki koń nie zaczął wyrywać głowę na różne strony.
- Spokojnie... - po raz pierwszy odezwałam się od jakiegoś czasu
Uspokoiłam konia, delikatnie głaszcząc go po szyi. Koń w chwili się uspokoił. Na jego zadzie był wystrzyżony numer "13". Ale co to miało znaczyć? Rozejrzałam się dookoła. Było cicho i ponuro. W kieszeni za wibrował telefon, który wyprowadził konia z równowagi.
- Hola... - powiedziałam melodyjnym głosem, kiedy wyciągałam telefon z kieszeni.
Odebrałam telefon.
- Scarlet, czekam tu już 30 minut, za ile masz zamiar przyjść? - odezwała się Katy
Zapomniałam całkowicie o spotkaniu!
- Halo! - uniosła swój głos koleżanka
- A no, bo ja nie mogę. Przepraszam, coś mnie zatrzymało.
- Dzięki za informację, do jutra. - odrzuciła połączenie, nie dokończając ostatniego słowa
Spojrzałam ponownie na konia, a po chwili doszedł do mnie głośny okrzyk.
- Zostaw go!
Odsunęłam się od konia, a ten potrącił mnie łbem. Mężczyzna podszedł do karego konia i założył mu ozdobne, białe ogłowie, rumak chciał się postawić, ale on zbił go batem po zadzie.
- Tristan dalej! - wykrzyczał jego właściciel, chcąc zmusić konia do podążania za nim
Cofnęłam się w bok, czując, ze rozpraszam konia.
- Tristan! - właściciel pociągnął konia za wodzę, wprawiając wędzidło w ruch, a następnie uderzył go palcatem w łopatkę
Wszystko obserwowałam.
- Przepraszam, czy tu jest w pobliżu jakaś stadnina? - zapytałam, zanim pomyślałam
- Ta, kilometr stąd. Ten cholernik mi tu uciekł. Porąbany. - odchrząknął. - Tristan dalej!
- Może... może mogłabym jakoś panu pomóc?
Mężczyzna zaśmiał się głośno.
- Nie poradzisz sobie dziewczynko. Idź lepiej zajmij się sobą! - krzyknął patrząc się na mnie ze złością wymalowaną na twarzy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz