- Zaraz nie wytrzymam... - zacisnęłam zęby, głębiej siadając w fotel.
Oglądając monotonny występ uczniów, co chwilę poprawiałam lekko kręcone włosy opadające mi bezwładnie na twarz. W notatniku, który przeznaczony był na rozpisanie recenzji na temat występu, rysowałam nieudolne szkice koni. Moim skrytym głęboko w sobie sekretem i jednocześnie marzeniem jest obcować przy zwierzętach. Nigdy nie miałam styczności z końmi, a pragnę poczuć bliskość między mną a trzy razy potężniejszym ode mnie ssakiem.
Po skończonych zajęciach z literatury językowej udałam się do domu, w którym zapewne czekał na mnie obiad i gorąca herbata. Miałam już ochotę zrzucić z siebie filcowaną spódniczkę, sztywną bluzkę i za małe na mnie balerinki... Najchętniej udałabym się pod zimny prysznic.
Stanęłam przed drewnianymi drzwiami domu, przeszukując głębokie kieszenie skórzanej torby. Chwyciłam za wielokolorowy pęczek kluczy i otworzyłam górny zamek.
W środku zdjęłam buty i z ulgą postawiłam nogę na białych, zimnych kafelkach w korytarzu. Skierowałam się do kuchni, w której prawdopodobnie matka i ojczym gotowali obiad. Weszłam w próg kuchni, stając sztywno.
- Cześć Horhe. Mamy jeszcze nie ma? - zapytałam zdziwiona, siadając na krześle
- O hej. Nie, jeszcze jej nie ma. A ty, dlaczego tak wcześnie wróciłaś? - zaśmiał się, podrzucając omlet na patelni
- Nie miałam zajęć z biologii. Pani Desorentto się rozchorowała, chyba na długo. - powiedziałam bez entuzjazmu w głosie. - To ja może lecę się przebrać.
Usłyszałam ciche przytaknięcie od ojczyma i pobiegłam przez schody, na górę, do mojego pokoju.
Zamknęłam za sobą drzwi, rozpinając spódniczkę, którą delikatnie ułożyłam na półkę w szafie. Ściągnęłam również jednym ruchem bluzkę, uniemożliwiającą mi pełnej sprawności rąk.
Po kilku minutach byłam przebrana w swoje najwygodniejsze ubrania, jakie mogłam mieć. Rozłożyłam się na łóżku, biorąc do ręki wibrujący telefon. Przesunęłam palcem po ekranie, odbierając połączenie od mamy.
- Halo? - odezwałam się pierwsza
- Cześć kochanie. - wyczułam z głosu mamy niesmak
- Mamo co się dzieje?
- Chciałam ci powiedzieć, że zostaję dzisiaj po godzinach za moją koleżankę i będę w domu po godzinie dwudziestej.
Umilkłam. Wsłuchiwałam się w głuchą ciszę, którą przerwał jej głos.
- Jesteś tam?
- Tak, tak. Dobra, ja muszę kończyć.
- Widzimy się wieczorem.
- Oczywiście... Pa.
- Pa. - rzuciła na koniec rozmowy i usłyszałam pojedyncze dźwięki oznaczające koniec połączenia
Zeszłam, a raczej ześlizgnęłam się z łóżka, siadając równolegle do niego na podłodze. Schowałam ręce pod mebel, chcąc złapać pudło, znajdujące się pod nim. Po chwili karton był już otwarty. Wyciągnęłam leżący z brzegu mój stary pamiętnik i dmuchnęłam w jego stronę, pozbywając się nadmiaru kurzu na okładce.
Otworzyłam i przewertowałam "książkę" trafiając na ostatni wpis.
"Tato, tam na górze nigdy o mnie nie zapomnij. Kiedyś spotkamy się i wierzę w to, bo tak mówi mamusia, która ciągle płacze, a ja nie potrafię jej pocieszyć. Nawet mój występ taneczny na nią nie zadziałał! Pamiętaj o nas, że zawsze, ale to zawsze będziemy Twoimi księżniczkami. Do zobaczenia!"
Przy tytule widniała data: 21.03.2006, nie wiarygodne, ze minęło od tego zdarzenia już osiem lat.
Tę datę zapamiętam na najdłuższe lata, zostanie ona w mojej, jak i mamy pamięci.
- Scarlet! Obiad! - nagle usłyszałam głos z dołu
Niechętnie spakowałam pamiętnik do oklejonego pudełka i wsunęłam je z powrotem pod łóżko...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz